"Mały ślimak i wielka przygoda"

“Mały ślimak i wielka przygoda”

“Mały ślimak i wielka przygoda” to jedna z tych publikacji, przy których nie trzeba grzecznie siedzieć i słuchać od początku do końca. Jest tu pełno przerywników, a ja dodatkowo w pewnym momencie zachęcam swoje dziecko do turlania się po łóżku. Efekt? Po początkowym rozproszeniu uwagi następuje powrót do lektury. Co z tego, że czasem z nogami w górze?

Historia wymyślona przez Elżbietę Pałasz (tekst) i Mariannę Jagodę (ilustracje) jest bardzo prosta. Jest sobie chłopiec, Jaś, który bardzo lubi samochody i place zabaw. I właśnie podczas zabawy samochodem na chodniku spostrzega ślimaka, którego mało co nie stratował. Przenosi go w bezpieczne miejsce, a ślimak w podziękowaniu chce pokazać mu swój świat. Wypowiada zaklęcie i zmniejsza go.

Opowiedziałam już pół książki, więc muszę sobie darować dalsze streszczanie. Z punktu widzenia dorosłego nie dzieje się tam nic wystrzałowego, co zapadałoby w pamięć. A pomysł na powrót Jasia do zwyczajnego świata jest stary jak świat i denerwuje mnie w tej publikacji najbardziej. Ale mojej córce to zupełnie nie przeszkadza.

Więcej niż książka

Jest w tej książce jeden hak. Hak, obok którego trudno przejść obojętnie. To publikacja, która nie służy jedynie do podążania za historią i obrazkami. To książka trochę jak lubiane przez nas pozycje Herve Tulleta, w której dzieci muszą coś narysować, odpowiedzieć na pytanie, powtórzyć wierszyk, przejść labirynt. Angażuje najmłodszych od pierwszej strony, na której po obrazkach mają zorientować się, co bohater lubi, a czego nie lubi. A potem kieruje uwagę na dziecko, które sięgnęło po publikację.

"Mały ślimak i wielka przygoda"

„Małego ślimaka i wielką przygodę” pożyczyłyśmy z biblioteki, więc nie mogłyśmy pokusić się o dorysowywanie krasnoludkom bród czy uśmiechów owadom. Zamiast naprawdę, kredkami, rysowałyśmy je palcem na papierze albo, co widać na zdjęciu, doczepialiśmy z plasteliny. Może i dobrze, bo moje dziecko nie otworzyłoby ponownie wypełnionej książki (wszak zadanie można wykonać tylko raz). A tak prosi o przeczytanie „Jasia”, bo tak tę książkę nazywa, już kolejny raz i z tym samym zaangażowaniem robi kręciołki dookoła ślimaczych czułków. No ale każdy tu może mieć inaczej.

"Mały ślimak i wielka przygoda"

„Mały ślimak i wielka przygoda” to trochę bajeczka, trochę kolorowanka, trochę zgadywanka. Ma nawet ambicje przekazania najmłodszym jakiejś wiedzy o ślimakach. Ale historia jest słaba. Podkreślam jednak: przeszkadza to wyłącznie mnie, a nie dziecku.

Moim zdaniem to lektura dla dwu-, trzy- i czterolatków. Dla starszych będzie zbyt przewidywalna.

Nasza ocena: czwórka.

"Mały ślimak i wielka przygoda"

 

„Mały ślimak i wielka przygoda”

Tekst: Elżbieta Pałasz

Ilustracje: Marianna Jagoda

Wydawnictwo Adamada

Dodaj komentarz