A nich to gęś kopnie

“A niech to gęś kopnie”. Całe szczęście, że czasem nie wszystko idzie po naszej myśli

– Ale ta gęś jest zabawna – mówi moja córka. Dobijała północ, kiedy kończyłam czytać córce książkę “A niech to gęś kopnie”. Nie zasypiała, a ja nie zauważyłam, że jest tak późno…

Bohaterkę mamy tu nietypową. Gęś jest chuda, zupełnie nieapetyczna, pisze wiersze i ma depresję, bo nie widzi sensu w życiu. Depresja i szukanie sensu życia w książce dla dzieci? Można to połączyć? Marta Guśniowska udowadnia, że można. Pewnie na poważnie by się to nie udało, ale jak jest mądry dowcip i całość jest pomysłowo i fajnym językiem napisana – to da się, a efekty są porażające.

Mamy więc Gęś (piszmy ją teraz wielką literą, bo to trochę jej imię), która proponuje się Lisowi na pożarcie. Tak wygląda ich pierwsze spotkanie w kurniku:

– Cii – syknął groźnie Lis. – Zamknij ten dziób, bo połknę cię jeszcze przed kurą! Na przystawkę.
W tej chwili większość gęsi zapewne by zamilkła. Lecz nasza Gęś nie należała do większości. Co więcej, pomyślała sobie, że takie połknięcie nie byłoby niczym złym, bo przecież zakończyłoby jej pozbawiony sensu żywot.
– To ja bym reflektowała – oznajmiła. – Na to pożarcie.

Lis próbuje to puścić to mimo uszu, zwłaszcza że ma na oku apetyczną kurę, ale Gęś gęga już jak najęta.

– Cicho bądź! Bo wszystkich pobudzisz! – syknął przygnieciony kurą Lis.
– A to jest myśl! – podchwyciła Gęś. – Jak mnie nie pożresz, to zacznę krzyczeć i wszystkich pobudzę.
– Ani mi się waż! – wrzasnął Lis.
– Już się ważyłam: trzy i pół kilo – odpowiedziała rzeczowo Gęś, po czym zbliżywszy się nieco do Lisa, szepnęła: – Umowa jest taka: albo mnie haps i trawionko, albo ja włączam alarm. Liczę do trzech. Raaaz…

No to już mniej więcej wiecie, jak “A niech to gęś kopnie” jest napisana, a zapewniam, że ten styl i ta forma utrzymana jest przez całą książkę.

Tylko czy to nie koniec książki, skoro Gęś sama podkłada się Lisowi na talerz? Bynajmniej, to początek. Lis nie ma najmniejszej ochoty na Gęś, a raczej: na taką gęś, która chce zostać zjedzona. Podsuwa myśl, by poszli do Wilka, może on ją zje.

I wyruszają w kierunku domu Wilka. Po drodze spotykają jeszcze kilka innych postaci – majstersztyk to Pani Zającowa z niezliczoną gromadką względnie grzecznych zajączków – na których tle nasza Gęś może błyszczeć wszystkimi swoimi dziwactwami i dzięki czemu poznajemy ją coraz lepiej. I dzięki czemu ma okazję poznać ją też Lis i przekonać się, że nie taka ta Gęś… głupia i nieapetyczna.

“A niech to gęś kopnie” to książka dla dzieci, więc jej zakończenia możemy się domyślać, co nie jest jednak niczym złym – w końcu możemy odetchnąć po tej gęsiej depresji. To, co mnie cieszy, to to, że moja córka ani przez moment się tej depresji nie bała, książka ją wręcz ubawiła.

Obsypana nagrodami książka Marty Guśniowskiej jest zabawna i gorzka zarazem, inteligentna i znakomicie napisana. Na dodatek została ciekawie i estetycznie wydana (te niby przybrudzenia!), gdzie wydłużony format książki, przypadkiem bądź nie, podkreśla chudość Gęsi. Według mnie to wymarzony materiał na animację, która przy dobrym tłumaczeniu może spodobać się na świecie. Spektaklu, przyznaję się bez bicia, nie oglądałam.

Bardzo smaczna lektura. Za niepedagogicznie zarwaną noc – szóstka dla książki. Nie dla matki;)

“A niech to gęś kopnie”

Tekst: Marta Guśniowska
Ilustracje: Robert Romanowicz
Wydawnictwo Tashka

Dodaj komentarz